Jak wykorzystać Boże Narodzenie do ewangelizacji? - Glen Scrivener
Wyobraź sobie planowanie ogólnokrajowej kampanii, która zaprasza miliony ludzi na wydarzenie ewangelizacyjne – miliony, które raczej nie bywają na takich wydarzeniach. Wyobraź sobie wyzwania logistyczne. Wyobraź sobie zarządzanie zbiorowym wysiłkiem dziesiątek tysięcy Kościołów. Wyobraź sobie nagłaśnianie wydarzenia, wydatki, ryzyko konfliktów wewnętrznych, jak i szansę na ogromny sukces!
A teraz wyobraź sobie, że ta kampania naprawdę by zadziałała. Z tą różnicą, że zamiast przyciągnąć kilka tysięcy słuchaczy na stadion, kampania przyciągnęłaby ludzi na nabożeństwo w twoim Kościele.
Cóż, nie trzeba już wyobraźni: naprawdę dostajemy taką okazję do ewangelizacji w prezencie – w każde Boże Narodzenie.
Przynajmniej tam, gdzie mieszkam (w Wielkiej Brytanii), frekwencja na nabożeństwach bożonarodzeniowych wzrasta. Ta „kampania ewangelizacyjna” dzięki „marce”, jaką zbudowała, co roku mogłaby wzbudzać zazdrość każdej agencji PR-owej. Co roku ukochane przez wszystkich „muzyczne motywy przewodnie” płyną z głośników w centrach handlowych i są transmitowane przez fale radiowe. „O, przyjdźcie Go uwielbiać”, mówi pieśń – a miliony odpowiadają na wezwanie, pojawiając się na chrześcijańskich nabożeństwach, słuchając Słowa Bożego i śpiewając Bogu na chwałę.
Boże Narodzenie to nadzwyczajna okazja do głoszenia Ewangelii. Oto dwa sposoby, w jakie twój Kościół może je wykorzystać.
1. Oprzyj się na popularności
Nie ma wątpliwości, że Boże Narodzenie jest popularne. Oczywiście przesłania bożonarodzeniowe rozpowszechniane w kulturze mogą mieć niewiele wspólnego z Ewangelią. Święta są często powiązane z szalonym konsumpcjonizmem, przytulnym sentymentalizmem lub pijackimi świątecznymi imprezami. Ale pojawiają się też wyjątkowe możliwości.
Odczuwam szczerą radość, gdy odwiedzający centra handlowe w kółko słuchają słów pieśni: „Pokój ludziom, Bogu cześć”. Dodaje mi otuchy myśl, że miliony ludzi zostają przyciągnięte na nabożeństwa, by usłyszeć, że nadzieja dla świata leży w Emmanuelu. Nawet jeśli większość z nich śpiewa pieśni bez przyjmowania zawartej w nich prawdy, nie sądzę, by oznaczało to niepowodzenie lub zbiorowy pokaz hipokryzji.
Oznacza to przypowieść o siewcy (Mt 13:1-23) w akcji. W czasie Bożego Narodzenia Słowo niesie się szeroko i daleko. Duża część „pada przy drodze” i wygląda na to, że nie przynosi skutku (w. 19); część spotyka się z sezonową radością, ale jest tłumiona przez troski nowego roku (w. 20-21); a zaledwie ułamek dorasta do dojrzałego, długotrwałego czasu owocowania (w. 23). Nie powinniśmy się dziwić, gdy w naszych Kościołach pojawia się różnorodność ludzi, którzy w różnorodny sposób reagują na Słowo. Tak jak siewca, rozrzucamy ziarno szeroko, i ufamy, że Bóg da wzrost (1Kor 3:7).
Oparcie się na popularności świąt oznacza potraktowanie Bożego Narodzenia jako dobrej okazji do ewangelizacji. Organizuj szczególne nabożeństwa. Skupiaj się na czytaniu Pisma i głoszeniu o podstawach Ewangelii.
Zainwestuj też w rozgłos. Poproś znajomych zapaleńców mediów społecznościowych, by wypełniali twoje strony i kanały dobrymi materiałami na Boże Narodzenie. Roznoś po mieście ulotki. Pukaj do drzwi swoich sąsiadów, by zaprosić ich osobiście.
Zapraszając przyjaciół i rodzinę, pamiętaj o dwóch zasadniczych rzeczach: włóż serce w to zaproszenie i przyprowadź daną osobę na wydarzenie. Wkładanie serca w zaproszenie oznacza unikanie podejścia w rodzaju „wóz albo przewóz”. Nie mów ogólnikami, nie bądź obojętny. Powiedz: „Te rzeczy są dla mnie ważne, i naprawdę doceniłbym, gdybyś przyszedł”. O to właśnie chodzi we wkładaniu w to serca.
Ale nie zapomnij też, by przyprowadzić swojego znajomego na wydarzenie. Zabierz go najpierw na obiad albo później na kolację. Odbierz go z domu. Zrób z tego zaproszenie na coś szerszego, dzięki czemu zarówno uczynisz tę osobę częścią swojego życia, jak i ograniczysz jej szanse na to, by szybko się ulotniła!
A gdy zjawią się goście, miej przygotowane coś, co będziesz mógł im wręczyć. Rozdawaj egzemplarze Ewangelii lub krótkie książki chrześcijańskie, na przykład The Gift. Zaplanuj wydarzenie, na które będziesz mógł zaprosić ludzi w nowym roku. Spraw, by w twoim Kościele wszyscy czuli się mile widziani.
Postaraj się tak, jakby była to największa kampania ewangelizacyjna w historii. Bo jest.
2. Oprzyj się na konkretności
Oczywiście, nie wystarczy oprzeć się na popularności świąt. Byłoby to niebezpieczne. Jeśli będziemy chcieli po prostu zwiększyć frekwencję, ryzykujemy odstawienie przesłania na boczny tor i eksponowanie samego opakowania. Można przyprowadzić do szopki prawdziwego osiołka, pomijając zarazem Ewangelię; możemy przyprawiać grzane wino, rozwadniając nauczanie. (W Brytanii widziałem bardzo wiele i tego, i tego!) To błąd.
Konkretność Bożego Narodzenia – wyjątkowa historia Boga wcielonego – nie jest czymś, nad czym można przejść do porządku dziennego. Jest ona wyzwaniem zarówno dla osób o postępowych poglądach, jak i dla konserwatystów. Niektórzy mogą postrzegać Boże Narodzenie jako święto powszechne, nieco rozmazane i przyjazne rodzinie. Jednak świąteczne dekoracje, które wszyscy kochamy – rodzina, jedzenie, uroczystości – są drugorzędne wobec sedna. A sednem jest Chrystus.
A zatem musimy być konkretni. Wcielenie oznacza, że zajmując się Bogiem, religią lub duchowością nie możemy już dłużej używać ogólników. Konkretność Bożego Narodzenia oznacza, że Bóg ukazał się w ciele, i że ma imię. Prawdziwym „duchem świąt” jest Duch Chrystusa. Musimy być skupieni na Nim bez względu na cokolwiek.
Ale próby uniknięcia konkretności Bożego Narodzenia przybierają też inną formę – szczególnie kuszącą dla konserwatystów. W pośpiechu, by dotrzeć do krzyża, przeskakujemy nad żłobem. Kaznodzieje w Wielkiej Brytanii, w obawie przed oswajaniem Chrystusa, odwodzą czasem słuchaczy od kontemplacji dzieciątka Jezus. „Nie zatrzymuj się na żłóbku” - mówią. „Czy nie wiesz, że dzieciątko wyrosło?” Tak naprawdę, w najgłębszym sensie, ono nie „wyrosło”. Posługując się logiką Filipian 2, droga od żłobu do krzyża była kontynuacją uniżenia. Jezus nie tyle „wyrósł”, co raczej pochylił się jeszcze bardziej.
Wspaniałą prawdą Ewangelii jest to, że widok Chrystusa umieszczonego na drewnie czy to żłobu, czy krzyża, i łapiącego oddech jest daną nam namacalną gwarancją, że jest On naszym Zbawicielem. Oczywiście żłób zakłada krzyż, i odwrotnie, ale nie ma potrzeby, byśmy pomijali Wcielenie.
Ogłaszanie tych cudów związanych z pełną chwały łaskawością Chrystusa będzie przemawiać zarówno do wierzących, jak i do niewierzących. Pozwoli nam też ono uniknąć ryzyka stosowania taktyki „przynęta i zamiana”, zgodnie z którą zapraszamy naszych gości na Boże Narodzenie, ale później szybko zmieniamy temat na inny.
Oprzyj się na konkretności! Głoś „małego Pana Jezusa”, Zbawiciela w mieście Dawida, Emmanuela, Syna, który został „nam” dany (Iz 9:6). To czysta Ewangelia. Pochyl się nad Wcieleniem na dłużej. Rozkoszuj się samą istotą Bożego Narodzenia. Jest ono, w każdym możliwym znaczeniu, ostatecznym prezentem. A później zaproś swoich przyjaciół i sąsiadów, by radowali się tym darem wraz z tobą.
Największe wydarzenie ewangelizacyjne w całym roku zacznie się już wkrótce. Czy jesteś gotowy?
Autor: Glen Scrivener
Tłumaczenie: Filip Kegel
Źródło: https://www.thegospelcoalition.org/article/2-ways-outreach-christmas/
Opublikowano za zgodą The Gospel Coalition.

Komentarze
Prześlij komentarz