Kto dziś wierzy w zbawienie przez Prawo? | Filip Kegel
Wszystkie trzy Ewangelie synoptyczne (Mt 19:16-22; Mk 10:17-22; Łk 18:18-23) opisują spotkanie Jezusa z bogatym młodzieńcem, który pragnął dowiedzieć się, co powinien robić, by osiągnąć życie wieczne. Twierdził, że wiernie przestrzega przykazań Prawa Mojżeszowego, i zastanawiał się, czego mu jeszcze brakuje. Jezus jednak obnażył jego największy problem: miłość do własnego majątku była u niego większa niż miłość do Boga i ubogich. Sednem nie było to, co robił lub czego nie robił, lecz stan jego serca.
Swoim uczniom, zdziwionym tym, jak wysokie są Boże wymagania, Jezus oznajmia: zbawienie, po ludzku rzecz biorąc, jest niemożliwe. Jest tak dlatego, że, jak napisał później apostoł Paweł, "wszyscy zgrzeszyli i brak im Bożej chwały" (Rz 3:23); serce żadnego z nas nie jest w stanie prawdziwie kochać Boga. "Dzięki czynom nakazanym przez Prawo nikt nie dostąpi przed Nim usprawiedliwienia. Prawo zapewnia po prostu właściwe poznanie grzechu" - mówi znowu Paweł. Dlatego "niezależnie od Prawa objawiła się sprawiedliwość Boża, poświadczona przez Prawo i Proroków. Jest to sprawiedliwość Boża oparta na zawierzeniu Jezusowi Chrystusowi i dostępna dla wszystkich, którzy wierzą."
Nikt, Żyd czy poganin, nie jest w stanie wypełnić Prawa. Właśnie dlatego Jezus wypełnił je za nas, a następnie oddał swoje życie w ofierze, by ponieść karę za nasze nieposłuszeństwo. Nie ma innej drogi do zbawienia niż zaufać, że Jego życie i śmierć są jedynym ratunkiem. Kto zaś twierdzi, że może zostać uznany za sprawiedliwego dzięki przestrzeganiu przykazań, ten "został odłączony od Chrystusa i wypadł z łaski" (Ga 5:4).
W 31. odcinku swojego programu na YouTubie Ben Shapiro gościł Roberta Barrona, rzymskokatolickiego biskupa pomocniczego Los Angeles. Sam Shapiro, komentator polityczny, pisarz i prawnik, jest ortodoksyjnym żydem. W pewnym momencie programu zadaje biskupowi takie pytanie:
"Jaki jest katolicki pogląd na to, kto idzie do nieba, a kto nie? Wydaje mi się, że prowadzę całkiem dobre życie - życie przepełnione religijnością - i staram się przestrzegać nie tylko Dziesięciu Przykazań, ale i wszystkich pozostałych sześciuset trzech. Spędzam też strasznie dużo czasu na propagowaniu wartości, które uznałbym za judeochrześcijańskie, zwłaszcza w społeczeństwach Zachodu. A zatem, jak postrzega mnie katolicyzm? Czy zasadniczo mam przerąbane?"
Shapiro zadaje więc zasadniczo takie samo pytanie jak to, które skierował do Jezusa nasz młody żydowski dostojnik dwa tysiące lat wcześniej. Jak odpowiada mu biskup Barron, z perspektywy rzymskokatolickiej należący do grona następców apostołów?
"Nie. Pogląd katolicki - wróćmy do drugiego soboru watykańskiego - mówi to wyraźnie. Chrystus jest uprzywilejowaną drogą do zbawienia. Bóg tak ukochał świat, że dał swego Jedynego Syna, abyśmy mogli otrzymać życie wieczne, więc to jest droga uprzywilejowana. Jednak drugi sobór watykański jasno uczy, że ktoś, kto nie jest zadeklarowanym wyznawcą chrześcijaństwa, może być zbawiony. Taka osoba jest zbawiona przez łaskę Chrystusa przyjmowaną w sposób niebezpośredni - więc ta łaska pochodzi od Chrystusa. Ale może zostać przyjęta w sposób zgodny z twoim sumieniem. Więc jeśli szczerze podążasz za swoim sumieniem - lub, w twoim przypadku, szczerze przestrzegasz przykazań Prawa - to tak, możesz być zbawiony. Nie prowadzi to do całkowitego relatywizmu. Wciąż powiedzielibyśmy, że drogą uprzywilejowaną - drogą, którą Bóg zaoferował ludzkości - jest droga Jego Syna. Ale owszem, możesz być zbawiony. Drugi sobór watykański mówi, że nawet ateista dobrej woli może być zbawiony."
Zwróćmy uwagę, że nie jest to prywatna opinia biskupa Barrona; jego słowa wypływają z aktualnego nauczania Kościoła Katolickiego. W XVI wieku sobór trydencki, formułujący doktrynę rzymskokatolicką w odpowiedzi na tezy reformatorów, oświadczył, że usprawiedliwieni "wzrastają w samej sprawiedliwości otrzymanej dzięki łasce Chrystusa, przy współdziałaniu wiary z dobrymi uczynkami (…) i są coraz bardziej usprawiedliwiani”, i grzmiał: "Jeśliby ktoś twierdził, że otrzymana sprawiedliwość nie zostaje zachowana i nie wzrasta wobec Boga przez dobre czyny, lecz że czyny są tylko owocem i znakiem otrzymanego usprawiedliwienia, a nie przyczyną także jego wzrostu - niech będzie wyłączony ze społeczności wiernych". Nauczał w ten sposób, że do usprawiedliwienia grzesznika przyczynia się zarówno jego wiara, jak i dobre uczynki. Jednak dzisiaj Kościół Katolicki skłania się ku temu, że wiara nie tylko nie jest wystarczalna; nie jest nawet niezbędna. Jeśli ktoś prowadzi dobre życie i odrzuca istnienie Boga dlatego, że tak mu podpowiada sumienie, może być zbawiony. Taki pogląd wyraża również papież Franciszek.
Dla każdego, kto swoje zrozumienie zbawienia opiera na Piśmie Świętym, w tym szczególnie na listach Pawła, jasne jest, że jest to ewangelia inna niż ta, którą głosili Jezus i apostołowie.
Zasadniczym problemem Kościoła Katolickiego nie jest ani bałwochwalczy kult maryjny, ani zbyt rozbudowana hierarchia, ani megalomania biskupów rzymskich, którzy twierdzą, że otrzymali boskie prawo do kierowania całym Kościołem. Nie jest nim nawet wołające o pomstę do nieba ukrywanie pedofilii wśród księży i pokazywanie środkowego palca jej ofiarom. Zasadniczym problemem Kościoła Katolickiego jest to, że kiedy przychodzi do niego młody Żyd będący ważną osobą publiczną, na pytanie o zbawienie otrzymuje odpowiedź radykalnie niezgodną z tą, której udzieliłby Jezus. W XVI wieku "ojcowie soborowi" wyłączyli ze społeczności wiernych każdego, kto wierzyłby w usprawiedliwienie z samej wiary; w ten sposób jednak sami "odłączyli się od Chrystusa i wypadli z łaski" - to znaczy, po prostu przestali być Kościołem. Kościół Katolicki nie jest w ogóle Kościołem i nie będzie nim tak długo, jak będzie głosił fałszywą ewangelię, ponieważ gdzie nie ma Ewangelii o zbawieniu z łaski, tam nie ma Kościoła. Niestety, w tej chwili próżno szukać w Rzymie oznak opamiętania - widzimy raczej coraz większe teologiczne zagubienie.
Całe to rozważanie nie służy temu, by wylać swój święty gniew na paskudną rzymską instytucję i czuć się dobrze z tym, że jest się po właściwej stronie barykady. To, że Kościół Katolicki głosi fałszywą ewangelię, ma dla nas wszystkich praktyczne konsekwencje. Ma to konsekwencje dla katolików, ponieważ zasługują oni na naszą miłość, która powinna wyrażać się również w tym, że będziemy odważnie wskazywać na to, co odróżnia ich wierzenia od biblijnego chrześcijaństwa. Ma to konsekwencje dla nas, którzy wierzymy w usprawiedliwienie z samej wiary, ponieważ jeśli chcemy być wierni Biblii, powinniśmy przeżywać swoją więź z Bogiem w kontekście prawdziwego Kościoła, i stawiać jego granice tam, gdzie stawia je Bóg (dlatego, choć możemy stanąć ramię w ramię z katolikami w walce z aborcją lub zmienianiem definicji rodziny, to uważam za szkodliwe - i dla nich, i dla nas - dążenie do tego, by razem głosić Ewangelię lub modlić się o jedność chrześcijan; katolików, którzy deklarują, że doświadczyli szczerego, biblijnego nawrócenia, powinniśmy zachęcać, by przyłączyli się do Kościołów protestanckich, niezależnie od tego, jak bardzo ewangeliczne mogłyby się im wydawać katolickie wspólnoty, do których należą). W końcu, ma to konsekwencje dla Bena Shapiro; ponieważ drogą do nieba, jedyną drogą, zarówno dla Żyda, jak i poganina, jest wiara w Chrystusa, o czym zresztą również miał okazję rozmawiać. Podziwiając jego błyskotliwość i sprawność umysłu, modlę się jednocześnie, by na tę jedyną drogę wkroczył.

Komentarze
Prześlij komentarz