Obudzą się śpiący w prochu ziemi - Nancy Guthrie
Pogrzebaliśmy naszą córkę, Nadzieję, w upalnym czerwcu. Z niczym w moim życiu nie czułam się tak źle, jak z tym, kiedy złożyliśmy jej ciało do grobu i po prostu odeszliśmy. Później przyszedł tamten październikowy poranek, gdy ziemia pokryła się szronem, czuć było przymrozek, a po naszym domu po raz pierwszy rozeszło się ciepło, niosąc ze sobą zapach spalonego kurzu. Leżąc w łóżku, czułam falę sprzeciwu i oburzenia wobec chłodu. Myślałam o zimnej ziemi otaczającej ciało Nadziei i płakałam; czułam pewną bezsilność, musząc powierzyć jej ciało nadchodzącej zimie. Czy zadaniem mamy nie powinno być zatroszczenie się o to, by jej dziecku było ciepło?
Mniej więcej w tym samym czasie w naszej dzielnicy rozpoczął się coroczny rytuał przygotowywania dekoracji na Halloween. Moi sąsiedzi chyba trochę się pospieszyli, rozwieszając pomarańczowe lampki już 1 października, ale powiedziałam sobie, że to nic wielkiego. Nie chciałam zostać Grinchem Halloween*. Uwielbiam wydrążone dynie, udekorowane snopy siana, kolby kukurydzy i zabawne przebrania. Jestem też miłośniczką zbierania wielkich ilości słodyczy. Ale później nadeszło pewne popołudnie pod koniec października, gdy jadąc przez naszą dzielnicę minęłam dom, przed którym wystawiono karawan z wystającą z niego trumną. Kilka domów dalej z drzew zwisało kilka szkieletów. Poczułam, jakby ktoś uderzył mnie w brzuch.
W tamtych dniach często napływały mi do głowy myśli o rozkładającym się w grobie ciele Nadziei. Zastanawiałam się, ile trzeba było czasu, by zostało z niej niewiele więcej niż kości. Dlatego pozornie niegroźne szkielety zawieszone przez moich sąsiadów na drzewach sprawiły, że poczułam się zagrożona. Sprawiało to wrażenie, jakby świętowali oni to, co sprawiało mi okropny ból. Nie mogłam odeprzeć chęci zapytania ich – Czy nigdy nie musieliście pogrzebać kogoś, kogo kochaliście? Przez kolejne kilka tygodni starałam się jak mogłam, by przejeżdżając koło szkieletów patrzeć w przeciwną stronę.
Ludzie próbują mówić tym, którzy są pogrążeni w żałobie: „To nie jest ona, w grobie jest tylko jej ciało. Ona jest w niebie.” Ale ci ludzie nie rozumieją. Kochałam to ciało i dbałam o nie. Znałam ją i kochałam poprzez to ciało. I dlatego czuję wdzięczność, wiedząc, że jej ciało jest ważne również dla Boga.
Tacy jak Człowiek z Prochu
Księga Rodzaju 2:7 mówi nam, że „PAN, Bóg, ukształtował z prochu ziemi człowieka, tchnął w jego nozdrza dech życia i człowiek stał się żywą istotą”. Bóg wybrał możliwie najniższą i najskromniejszą materię – proch ziemi – i tchnął w nią najbardziej szczególną i chwalebną substancję ze wszystkich – swój własny dech. W Ogrodzie wszystko było dobrze, dopóki nie wpełzł wąż, kusząc Adama i Ewę, by zjedli z drzewa poznania dobra i zła. A gdy to zrobili, zmieniło się wszystko. Niestety, Adam i Ewa nie mogli uchronić się przed skutkami klątwy, która dotknęła całe stworzenie. Praca, która miała czynić życie Adama znaczącym, od tej pory stała się powodem frustracji. „W pocie czoła będziesz jadł chleb, aż powrócisz do ziemi” – powiedział Bóg do Adama – „gdyż z niej zostałeś wzięty — bo jesteś prochem i obrócisz się w proch” (Rdz 3:19). Adam miał zostać pochowany w ziemi, a jego ciało – z powrotem obrócić się w jej proch.
Choć skutki tej klątwy były druzgocące zarówno dla Adama, jak i dla wszystkich jego potomków, została ona powiązana również z łaską – obietnicą potomstwa kobiety, które pewnego dnia miało chodzić po prochu tej ziemi; które miało przyjść na świat, by położyć kres śmierci. Paweł pisze: „Kiedy wypełnił się czas, Bóg posłał swojego Syna, który narodził się z kobiety” (Ga 4:4). Ten, który istniał w chwale przed założeniem świata, stał się człowiekiem, poddanym śmierci – i to takiej śmierci, przez którą mógł się utożsamić ze słowami autora Psalmu 22: „Opuściły mnie siły, wyschłem jak skorupa, język przywarł mi do podniebienia — i położyłeś mnie w prochu śmierci.” Chrystus na krzyżu wziął na siebie klątwę, która sprawia, że każde dziecko urodzone na ziemi pewnego dnia powraca do jej prochu. Jednak ponieważ Bóg nie dopuścił, aby Jego Święty został dotknięty skażeniem (Ps 16:10, por. Dz 2:27), wiemy, że nie jest nam pisane pozostać prochem na zawsze.
Nowi jak Człowiek z Nieba
Biblia nie mówi nam wszystkiego, co chcielibyśmy wiedzieć o ciałach, które otrzymamy, gdy Chrystus powróci. Wiemy jednak, że Bóg zamierza użyć materii przez wieki pochowanej w ziemi – lub prochów rozrzuconych na morzu czy też zachowanych w urnie – jako surowca do ukształtowania ciał odpowiednich dla nowego nieba i nowej ziemi. On przekształci nasze upadłe ciała, nada im postać taką, jaką ma Jego ciało w chwale (Flp 3:21). Raz jeszcze Bóg tchnie w proch swoje własne życie, jednak tym razem nasze ciała nie będą poddane chaosowi, chorobie i śmierci. Będziemy pełni chwały!
W tym tygodniu w końcu ochłodziło się na tyle, by nasz dom wypełnił się ciepłem. Po raz kolejny poczułam znajomy zapach kurzu palącego się na nagrzewnicach i przypomniałam sobie gorzką prawdę – ciało Nadziei spoczywa w grobie. Ta prawda wciąż sprawia, że łzy napływają mi do oczu. Ale nie ma ona już takiej mocy pogrążania mnie w smutku jak kiedyś. Tim Keller mówi, że musimy „przesycić rzeczywistość śmierci nadzieją”, i stwierdzam, że ufna nadzieja, którą pokładam w zmartwychwstaniu, wzrasta tym bardziej, im bardziej moje myśli i emocje przepełnia nadzieja przedstawiona nam w Piśmie. Paweł mówi: „Albowiem jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy zostaną ożywieni. (…) Przeto jak nosiliśmy obraz ziemskiego człowieka, tak będziemy też nosili obraz niebieskiego człowieka.” (1Kor 15:22,49; BW).
Wierzę, że ten dzień naprawdę nadchodzi. Grzech człowieka z prochu nie będzie miał ostatniego słowa w kwestii życia i śmierci – czy to Nadziei, czy mojej. Przeciwnie – Człowiek z nieba przybędzie i wzbudzi nas do życia. Każdy, kto złączył się z Nim przez wiarę, może oczekiwać nadchodzącego dnia, w którym Bóg raz jeszcze tchnie swe własne życie – w ciała, które stały się prochem. Doświadczymy wszystkiego, co Bóg obiecał w proroctwie Izajasza: „Ożyją twoi umarli, twoje ciała wstaną, obudzą się i będą radośnie śpiewać ci, którzy leżą w prochu, gdyż twoja rosa jest rosą światłości, a ziemia wyda zmarłych” (Iz 26:19). To właśnie ta nadzieja sprawia, że możemy przetrwać życie i śmierć w zimie tego świata.
---
* Grinch - „postać fikcyjna, wielki włochaty stwór, który nienawidzi Świąt Bożego Narodzenia. Bohater klasycznej książki Grinch: Świąt nie będzie (How the Grinch Stole Christmas!) Dr. Seussa z 1957 i jej ekranizacji. (…) nie cierpi Świąt, tak uwielbianych przez mieszkańców Ktosiowa i ze wszech miar stara się im je zepsuć” (za: https://pl.wikipedia.org/wiki/Grinch_(postać) – przyp. tłum.).
Autor: Nancy Guthrie
Tłumaczenie: Filip Kegel
Źródło: https://www.thegospelcoalition.org/article/from-dust-of-earth-to-breath-of-life/
Opublikowano za zgodą The Gospel Coalition.

Komentarze
Prześlij komentarz